Drodzy Czytelnicy!
Na naszej stronie zamieszczamy teksty różnych autorów, tak „z pierwszej ręki” jak i przedruki, traktujące o najistotniejszych problemach Polski i świata. Kluczem doboru publikowanych treści, nie jest zgodność poglądów Autorów publikacji z poglądami USOPAŁ, lecz decyduje imperatyw ważności tematu. Poglądy prezentowane przez Autorów tekstów, nie zawsze podzielamy. Uznając jednak, że wszelka wymiana poglądów i wiedzy, jest pożyteczna dla życia publicznego - prezentujemy nawet kontrowersyjne opinie, pozostawiając naszym czytelnikom ich osąd - USOPAŁ.
Home Z Kraju Domaganie się reparacji to także walka o honor narodu

Domaganie się reparacji to także walka o honor narodu

F75

            Podniesienie przez Polskę kwestii należnych nam od Niemiec reparacji wojennych wbrew histerii zainstalowanego w Polsce stronnictwa pruskiego już przynosi pozytywne rezultaty. Po pierwsze jak na dłoni widzimy, którym partiom politycznym i środowiskom medialnym nie po drodze jest z polską racją stanu, interesem naszego państwa i z elementarną sprawiedliwością dziejową. Po drugie, nie do przecenienia jest też podjęta ofensywa propagandowa. Choć słowo propaganda zwłaszcza po doświadczeniach PRL-u ma u nas pejoratywny wydźwięk, to przecież faktem jest, że państwa od wieków propagandę uprawiają chcąc kształtować określone poglądy i zachowania ludzkich zbiorowości. Przecież cała ta niemiecka polityka historyczna przerzucająca na Polskę i Polaków współodpowiedzialność za drugą wojnę światową i Holokaust to nic innego jak wielka wspomagana także przez wpływowe środowiska żydowskie propagandowa akcja mająca na celu poniżenie nas w oczach światowej opinii publicznej i przeobrażenie ofiary w kata. Nagłośnienie sprawy reparacji wojennych chyba po raz pierwszy od niepamiętnych czasów spowodowało, że Polska zepchnęła Niemcy do całkowitej defensywy, a co najważniejsze powstała szansa na rozpoczęcie kuracji polegającej na przypomnieniu światu, kto był agresorem, zbrodniarzem i ludobójcą, a kto niewinną ofiarą niemieckiego bestialstwa. Trudno w Polsce znaleźć choć jedną rodzinę, która nie poniosła z niemieckich zbrodniczych rąk ofiary w czasie wojny i okupacji. Dlatego warto ku pamięci potomnych przytoczyć choćby kilka wypowiedzi na temat reparacji autorstwa wynarodowionych zaprzańców, którzy z polskością, nie mają już nic wspólnego.

Tomasz Lis, naczelny niemieckiego „Newsweeka”: Żądanie reparacji od Niemiec to zbrodnia!

Jan Rulewski, senator PO: Najbardziej zniszczonym narodem pod względem biologicznym i materialnym po II Wojnie Światowej byli Niemcy.

Grzegorz Schetyna, szef PO: To część wojny z Unia Europejską

Rafał Trzaskowski, poseł PO: Największe szkody Polsce przyniósł Potop. Czyż nie należy żądać reparacji od Szwedów (Finów zresztą też)? Tylko najpierw zawiadomcie Sztokholm!

Bartosz T. Wieliński z „Gazety Wyborczej”: Co będzie dalej? Znowu pobiją kogoś w tramwaju za mówienie po niemiecku? Ktoś obrzuci kamieniami niemiecki konsulat? Polska wypowie Niemcom traktaty?

            Jednym z koronnym argumentów polskojęzycznych adwokatów Niemiec jest twierdzenie, że stawianie kwestii finansowego zadośćuczynienia po przeszło siedemdziesięciu latach jest niezrozumiałe, nieodpowiedzialne, skandaliczne, a nawet głupie. Tylko, że nie usłyszymy od tych wszystkich chodzących na pasku Berlina polityków i ekspertów wskazania, kiedy był ten najlepszy czas, aby o te reparacje się zwrócić. Przecież w PRL-u nie było to możliwe gdyż alianci oddali nas pod kuratelę Kremla i Polska jako suwerenny kraj nie istniała. Z kolei po 1989 roku zważywszy na skład ekip, które realizowały geszeft z instalowaniem w Polsce demokracji fasadowej należało w kwestii reparacji siedzieć cicho zwłaszcza, że jedna strona tak zwanych porozumień okrągłego stołu korzystała z „moskiewskiej pożyczki”, a Kongres Liberalno-Demokratyczny, który wszedł w skład Unii Wolności zakładany był za pieniądze otrzymane od niemieckiej CDU. Mało tego, media III RP nabierały wody w usta nawet wtedy, kiedy jakieś państwo występowało do Niemiec o odszkodowania. Jedynie „Nasz Dziennik” artykułem posłanki PiS, Doroty Arciszewskiej- Mielewczyk próbował w 2014 roku nagłaśniać historyczne orzeczenie włoskiego Trybunału Konstytucyjnego, na mocy którego osoby prywatne poszkodowane przez III Rzeszę mogą ubiegać się przed włoskimi sądami o odszkodowanie od niemieckiego państwa. Posłanka PiS we wspominany artykule pisała: Natomiast gdybyśmy zmienili doktrynę prawną (co też wymaga rewolucji), to widzę szansę, by roszczenia poszkodowanych zostały zaspokojone, bo majątku niemieckiego w Polsce jest pod dostatkiem. Jednak – co chcę wyraźnie podkreślić – kluczem do takiego rozwiązania jest zmiana władzy w Polsce. Nie bez przyczyny, gdy w 2007 r. wybory wygrała PO, w Berlinie otwierano szampana i odtrąbiono sukces. Niestety, nie był to sukces Rzeczypospolitej.

            Dlaczego ta sprawa nie przebiła się do „wiodących mediów” w Polsce? Z prostej przyczyny. Rządzący polską folksdojcze obawiali się reakcji Polaków, których ojczyzna była największą ofiarą drugiej wojny światowej. No, bo jaka mogła być reakcja na wieść, że poszkodowani z państwa, które przez długi czas było w sojuszu z Hitlerem mogą we włoskich sądach domagać się odszkodowania od Niemiec, a Polacy takiej możliwości nie mają? Czy nie jest to traktowanie Polaków jako podludzi i ofiary drugiej kategorii?  Właśnie dlatego po reparacjach wojennych indywidualne roszczenia poszkodowanych to kolejny sposób na wymuszenia od niemieckiego kata należnego ofiarom i ich spadkobiercom zadośćuczynienia. I tu trzeba przypomnieć niemieckie zbrodnie, o których mówi się dzisiaj najmniej, ale na początek krótka dygresja.

            Zawsze zastanawiałem się, dlaczego sprawa zbrodni katyńskiej ciągle żyła i o pełną prawdę o niej walczono nawet po tym jak 13 kwietnia 1990 roku Rosja oficjalnie przyznała się do wymordowania z rozkazu Stalina polskich oficerów będących jeńcami wojennymi. Dlaczego-myślałem i myślę do dziś - z taką samą determinacją nie upominano się o prawdę o ukraińskim ludobójstwie na Kresach, które pochłonęło niemal dziesięć razy więcej ofiar niż w Katyniu? Według mnie odpowiedź jest jedna. Niemal za każdym razem, kiedy wspominany jest Katyń mówi się, że zginął tam kwiat polskiej inteligencji. Tymczasem w rzezi na Kresach w przytłaczającej większości ginęli zwykli prości ludzie, sól tej ziemi. Przykro to mówić, ale tak to już jest, że elity o wiele chętniej i odważniej upominają się o elity. O tych zwykłych często bezimiennych ofiarach szybko zapominamy.

            A teraz o tych zapomnianych niemieckich zbrodniach na Polakach. Niemal każda wizyta niemieckich dygnitarzy we Włoszech ma w programie złożenie wieńców we wsi Mazinote, wymordowanej i spalonej przez Niemców pod koniec wojny. Podobne hołdy niemieccy politycy składają cyklicznie we francuskiej miejscowości Oradour-sur-Glane gdzie doszło do podobnej zbrodni. Obie te miejscowości figurują we wspólnym francusko-niemieckim podręczniku do historii dla licealistów wydanym w 2008 roku. A czy słyszał ktoś, aby któryś z niemieckich polityków złożył wieniec lub choćby tylko pokłonił się nad grobami w takich polskich miejscowościach jak: Borów, Szczecyn, Wólka Szczecka, Łążek Zaklikowski, Łążek Chwałowski, Karasiówka, Aleksandrów, Lipniak-Majorat, Krasowo-Częstki, Józefów Duży, Skłoby, Michniów, Smoligów, Złoczew, Sochy, Poturzyn, Jamy, Rajsk, Wanaty, Olszanka, Jabłoń-Dobki, Skałka Polska, Różaniec, Szarajówka, Ochotnica Dolna? Czy widział ktoś przedstawiciela Niemiec we wsi Łaźnie gdzie po rozstrzelaniu matek ich dzieci niemieccy zwyrodnialcy pogrzebali żywcem? Czy widział ktoś przedstawicieli niemieckich władz w którejś z ośmiuset wsi znajdujących się w dzisiejszych granicach polski gdzie Niemcy w czasie okupacyjnego terroru rozstrzeliwali i palili Polaków stodołach, stajniach i chlewach puszczając całe wioski z dymem nie oszczędzając dzieci, starców i kobiet w ciąży?

            Biorąc przykład z Włoch państwo polskie powinno tak zmienić prawo, aby ofiary i ich spadkobiercy z tych kilkuset wymordowanych i spalonych polskich wsi mogli domagać się od państwa niemieckiego należnego im zadośćuczynienia bez oglądania się na wycie i sprzeciw zainstalowanych nad Wisłą folksdojczów wraz z ich niemieckimi mediami. Jeżeli nie upomnimy się o te ofiary to tym samym potwierdzimy, że my sami uważamy się za ofiary niższej ludzkiej kategorii. I pamiętajmy, jeżeli Niemcy nie będą respektowały wyroków polskich sądów i nie będą chciały wypłacać odszkodowań to jak pisała posłanka Arciszewska-Mielewczyk, majątku niemieckiego w Polsce jest pod dostatkiem. Nie miejmy litości dla spadkobierców niemieckich oprawców, zwłaszcza, że oni nie maja litości dla polskich ofiar ich własnych zbrodni. A totalnej opozycji, która stanęła po stronie niemieckich zbrodniarzy dam pod rozwagę takie pytanie: Co bardziej hańbi państwo? Domaganie się przez ofiary zadośćuczynienia od kata za jego zbrodnie czy też uniki i wysiłki tego kata, czynione,  aby od tego zadośćuczynienia się wykręcić? Niemcy tymi unikami potwierdzają, że tak naprawdę do dziś nie potrafiły się rozliczyć ze swoją historią i czy tego chcą czy nie zachowują się niczym godni spadkobiercy Hitlera.

Autor: Mirosław Kokoszkiewicz

 

Spanish


Wersja hiszpańska

Nasze teksty

Prev Next

Podział Społeczeństwa Wedle Liter Nowego…

F76 Terroryzowanie Profesorów na amerykańskich uniwersytetach             Jeśli nasi czytelnicy należą do starej szkoły i uczyli się czytać z Polskiego Elementarza, w którym było napisane, że „Ala ma kota...” i że alfabet...

Administrator - avatar Administrator 06 Gru 2017 Hits:56 Publicystyka

Read more

Domaganie się reparacji to także walka o…

F75             Podniesienie przez Polskę kwestii należnych nam od Niemiec reparacji wojennych wbrew histerii zainstalowanego w Polsce stronnictwa pruskiego już przynosi pozytywne rezultaty. Po pierwsze jak...

Administrator - avatar Administrator 30 Lis 2017 Hits:87 Z Kraju

Read more